Wywiad nagrany:
Osiek10.10.2015
„Wynocha!” Na podróż z Osieka do Grojca dali nam jeden wóz na dwie rodziny. Nie pozwolili nam nic zabrać. Grzegorz, mój brat, przyjechał z Kęt i kazał mi zabrać krowę. Poszłam do chlewa i wyprowadziłam krowę na zewnątrz, a jeden z Niemców powiedział: „Z powrotem! Bo jak nie, to będę strzelał”. I na dwie rodziny dali nam jeden wóz. Niczego nie mogliśmy zabrać. Zawieźli nas do pewnej rodziny w Grojcu, a tam przydzielili nam jeden pokój na dwie rodziny.
Później zaczęli organizować transport do Niemiec. Nadszedł wieczór. Walizkę zostawiłam na wozie w Grojcu. Kiedy zabierali mnie do Oświęcimia, mój brat zabrał ją z Grojca od rodziców i chciał mi ją przekazać. Jechaliśmy akurat pod górę, on jechał na rowerze, a ja pukałam w szybę, żeby mnie zauważył. Wówczas Niemcy zatrzymali samochód i pozwolili mi zabrać walizkę. Napisali na niej adres i zawieźli mnie do Oświęcimia. Było już późno. W Oświęcimiu poznałam dwie Polki. A Osiek wysiedlili, cały Osiek wysiedlili…
W Oświęcimiu Niemcy chcieli nas rozdzielić i zabrać jedną z nas, ale żadna nie chciała z nimi iść. Wszystkie trzy spałyśmy na jednym łóżku. Rano załadowali transport do Niemiec. I to właśnie mnie zawołali, dali mi adres, pod który miałam się udać, i wsadzili mnie do pociągu. Tu poznałam pewną Niemkę, która się mną zajęła i mi pomogła. W pewnym miejscu pociąg się zatrzymał, a ona wynajęła dorożkę i zawiozła mnie pod podany adres.
Po wiosce chodził Wachtmeister (strażnik). Nazywał się Jasiński. Po pierwszej wojnie światowej został w Niemczech i pracował jako Wachtmeister. Powiedział, że wie, gdzie mam iść i zaprowadził mnie do Bauera(rolnika). Zapukał w okno i zawołał: „Gustav! Gustav! Steh auf! Steh auf!” (Wstawaj!). Gustav wstał, jego żona też. Przynieśli mi wodę, żebym mogła się umyć, i dali mi jeść. Później gospodyni zaprowadziła mnie do pokoju i pokazała mi, jak się gasi światło. U nas, w Polsce, nie było wtedy elektryczności. Gospodyni pstrykała i pstrykała, a ja byłam już tak wykończona, wymęczona… Wreszcie poszłam spać i spałam do rana. Rano się obudziłam.
Mój Bauer należał do Sturmabteilungen (oddziałów szturmowych), miał czarny mundur, a gospodyni codziennie chodziła do kościoła. Kiedyś do naszego gospodarza ktoś przyszedł i coś mu powiedział, a on wyszedł i pobił jedną Polkę czy Ukrainkę. Jego żona potem go wyzywała, pytała, po co tam poszedł. Mówiła: „Od tego jest Wachtmeister!”.
Pierwszego dnia rano zobaczyłam przez okno placki z grubą posypką. To były Zielone Świątki…
Powtarzałam ciągle, że nie chcę być w Niemczech, a gospodyni mówiła, że nic nie pomoże, że muszę tu zostać. Kazała mi napisać list do rodziców. Napisałam, że jest mi bardzo dobrze.
Rodzina miała pięć córek, ja byłam najmłodsza w domu. Wszyscy mówili do mnie Steffi.
Raz gospodarze kazali mi pozamiatać plac. Wzięłam miotłę, poszłam pozamiatać i nagle zobaczyłam sześć koni! Dalej stał jeden rząd dużych krów i drugi rząd małych. Dalej świnki, z jednej i drugiej strony. Gospodarze spytali mnie, czy umiem doić krowę. Powiedziałam, że nie, bo bałam się tych krów, ale tak naprawdę umiałam doić. A oni kazali mi się tego nauczyć i potem dziwili się, że tak szybko się nauczyłam.
Rano trzeba było wstać, żeby wydoić krowy, a później wyjść na rolę. O 12 podawali obiad, a wieczorem kolację. Rano pracowałam, jadłam śniadanie i znów pracowałam. Gdy wychodziłam na rolę, gospodyni dawała mi chleb ze smalcem.
Mieliśmy jeden duży stół, przy którym siadywałam razem z gospodarzem i jego żoną. Niedaleko był Lager(obóz), z którego w dzień przywożono rosyjskich jeńców do pracy na roli. Ale oni też siadywali z nami przy jednym stole, gospodyni nawet ich odwszawiła.
Pewnego dnia poszłam do Troppau do fotografa. Był tam żołnierz niemiecki, który akurat wychodził, gdy przyszłam. Czekał na mnie na zewnątrz. Wziął mnie za rękę i zaprowadził do restauracji. Ja, Polka, z niemieckim żołnierzem, ponadto nigdy wcześniej nie byłam w restauracji! Bałam się, bo Polacy mogli na mnie donieść, że Polka prowadza się z Niemcem. Nie wiedziałam, jak się zachować, więc pomyślałam, że gdy on będzie brał szklankę do ręki, ja będę robić to samo. Ale co miałam robić, skoro on nie miał ręki, tylko protezę? Okazało się, że był już wcześniej w wojsku.
Mój tatuś umarł w czasie wojny. Chyba serce mu pękło, gdy zobaczył, co się stało z naszym domem. Karolka, moja siostra, też była w Niemczech i przyjechała po mnie do Piltsch, żeby zabrać mnie na pogrzeb. Spóźniłyśmy się. Gdy wchodziłyśmy na wzgórze kościelne, wszyscy schodzili już w dół po pogrzebie. I znów trzeba było wracać do Niemiec.
Zbliżał się front. Uciekaliśmy na zachód, w stronę Amerykanów. W drodze padły konie, resztę dobytku rodzina zostawiła w domu, zabrali tylko tyle, ile zmieściło się na wozy. Wreszcie niemiecka armia skapitulowała. Rosjanie bombardowali niemieckie miasta i najeżdżali kraj. Na ostatnim apelu niemieccy żołnierze pili alkohol, podzielili się nim z nami, bo cała sytuacja przypominała raczej zbiegowisko niż apel. Nadszedł ranek, żołnierze powywieszali białe flagi, przybyło wojsko rosyjskie.
Znajdował się tam zamek, w którym spali żołnierze niemieccy. W nocy przyszedł tam jeden z Rosjan i zgwałcił córkę mojego Bauera. Gustav chciał go uderzyć, ale inni Niemcy mu nie pozwolili. Bali się. Wreszcie mogliśmy wracać do domu. Wtedy aresztowali mojego gospodarza i oskarżyli go o członkostwo w SA.
W rodzinie był też jeden syn. Miał 19 lat, kiedy poszedł do wojska. Po trzech miesiącach rodzina otrzymała wiadomość, że zaginął i że nie wiadomo, gdzie jest pochowany. Gospodyni czasem kładła się krzyżem przed świętym obrazem. Obok domu był lasek, do którego chłopak kiedyś jeździł po piasek. Chodziła tam i wołała: „Rudi! Rudi! Wo bist du?! ” (Gdzie jesteś?). Gospodarze mieli też pięć córek, wszystkie dorosłe, ja byłam w domu najmłodsza. Syna mieli tylko jednego…
Czasem śpiewałam po polsku. Pewnej dziewczynce w Niemczech bardzo się podobało, gdy śpiewałam „Jeszcze Polska nie zginęła…”.
Dobrze mi tam było. Musiałam wprawdzie pracować, ale nie bywałam głodna. W Polsce była wówczas tylko bieda, bieda i jeszcze raz bieda. Rodzina Bauera mnie lubiła, wołali na mnie Steffi. Byłam najmłodsza w domu.