Jarosława Melnyczuk (Poluha)

Yaroslava Melnychuk

Urodziła się 17 lipca 1929 r. w m. Lwów. Początkowe wykształcenie zdobyła w „Rodzinnej szkole” im. Kniazia Lwa, naukę kontynuowała w Lwowskim Państwowym Gimnazjum Akademickim. W latach 1945-1949 studiowała w Lwowskim Instytucie Medycznym, wtedy też współpracowała z OUN.

Aresztowana 20 października 1948 r. we Lwowie w drodze z instytutu medycznego do domu. Z powodu braku dowodów winy zwolniono ją z aresztu. Jarosława zakończyła naukę na 4 roku instytutu medycznego i została skierowana na praktyki do m. Stryj. 16 czerwca 1949 r. drugi raz aresztowana. W przeciągu sześciu miesięcy przebywała w więzieniu „Na Łąckiego”, gdzie prowadzono przeciw niej śledztwo. Skazana z art. 54-1 „A”, 54-11 („zdrada Ojczyzny”, „udział w kontrrewolucyjnej organizacji”) Kodeksu Karnego USRR.

30 listopada 1949 r. wysłana z lwowskiego więzienia tranzytowego nr 25 do obozów pracy GUŁag. Wyrok odbywała w obozach Amurskiego obwodu RFSRR, po czym została wysłana do punktu tranzytowego m. Ałdan Jakuckiej ASRR. Wykonywała katorżnicze prace, w szczególności pracowała przy wyrębie lasu. Podczas przebywania na specosiedleniu udało jej się dostać pracę lekarza w miejscowym szpitalu rejonowym. Następnie otrzymała zezwolenie kontynuowania nauki na 5 roku Irkuckiego Instytutu Medycznego. W 1956 r. uzyskała dyplom i wróciła do Lwowa, gdzie pracowała jako lekarz na stacji pogotowia ratunkowego. Do dziś mieszka we Lwowie.

URYWKI ZE WSPOMNIEŃ

Nadejście „pierwszych sowietów”, 1939 r.

To wszystko było dla nas czymś bardzo strasznym. Strasznym było że, gdy tylko przyszły (radzieckie wojska – red.), od razu zaczęły się aresztowania, zaczęli zabierać ludzi. Przypominam sobie, jak w naszym budynku mieszkał docent, był Polakiem. Przyjechał samochód, od razu go zabrał. A był taki popłoch, ludzie tak byli tym zmęczeni, nie tak zmęczeni, jak udręczeni. Nawet jedna z naszych sąsiadek, która mieszkała obok, niedaleko nas, była taka dość komiczna historia: kiedy przyjechał samochód wywozić i zabierać ich, a ona była artystką, i wyszła z dworu, i patrzę, że ta ma w rękach wielgaśne pudełko kapeluszy i kostiumów – myślała sobie, że gdzieś tam będzie możliwość występowania. Najwięcej wycierpiała inteligencja. I nie można powiedzieć, że tylko inteligencja, ale większość tych, którzy byli zaangażowani politycznie, którzy brali udział w jakichś organizacjach ukraińskich, zaraz zaczęła się nagonka na „Proswitę”, na Płast, zaczęli je likwidować, a ci, którzy tam pracowali, podlegali represjom. Było wtedy tak jakoś bardzo przykro, taki ciężar: w każdej chwili oczekiwanie czegoś niezwykłego, czegoś niebezpiecznego, nie wiedzieć, co cię może czekać, nie wiedzieć, czym może się zakończyć. Na jak długo zamierzali, te nasze „pierwsze sowiety”, jak ich nazywano, pozostać, nie wiedzieliśmy, ale naród już zrozumiał, ci nawet, którzy ich oczekiwali i chcieli, wszyscy oni nastawili się do nich bardzo negatywnie, z wielkim uprzedzeniem, ponieważ w rzeczywistości zadawali wtedy wiele krzywd.

Pobyt w karcerze, 1949 r.

Zaprowadzili mnie do karceru. Karcer w piwnicy, podłoga cementowa, żadnego łóżka, żadnego stolika, niczegusieńko, absolutnie puste pomieszczenie. Bardzo chłodno. Byłam jedynie w sukieneczce. Tam było tak zimno, rozumiecie. Trzysta gramów chleba i szklanka wrzątku. Trzy dni. Ani leżeć, ani zasnąć, ani pospać, w głodzie, chłodzie. Po trzech dniach zaprowadzili mnie z powrotem do tej samej celi.

Praca na spec-przesiedleniu, 1953 r.

Poszliśmy w tajgę. Ale na samym początku zaki dali nam piły, dali siekiery, musieli rozpisać jeszcze inwentarz, co otrzymali, i całą resztę. Ale trzeba zrobić tak, żeby oczyścić drogę dlatego, żeby samochód mógł podjechać do najbliższego szurfa (kopalni złota – red.)… A samochód zajechany, przez śnieg nie przejedzie, trzeba było drogi. Odmierzają nam wielki kawał (nie wiem, ile tam metrów, nie pamiętam) drogi do oczyszczenia. Co to znaczy Oczyścić drogę tak, żeby samochód mógł spokojnie przejechać, samochód transportowy. Śniegu wyżej od mojej głowy, łopaty drewniane i kilkanaście metrów masz oczyścić po to, żeby samochód mógł przejechać. Biorę łopatę i odrzucam (pokazuje – red.), a śnieg się zsuwa. Co wyrzucę, to znowu – nie mam już całkiem sił. Były tam dziewczęta, wiejskie dziewczęta, mocniejsze, krzykliwsze, fizycznie zdrowsze, a ja w porównaniu z nimi byłam taka… Irka, prawda, była troszkę wyższa ode mnie troszkę fizycznie silniejsza. A ja nie mogę i koniec. Ale dają ci normę. Jeśli nie wyrabiasz normy, nie dostaniesz ani kopiejki. – jeszcze w więzieniach, w obozach, ktoś przychodził, dawał bałandę, obiad i kolację, a tu absolutnie niczegusieńko – nie masz co włożyć do ust.

Źródło: Muzeum „Terytoria Terroru”

Attachments